Biografia -- Chronologia -- Bibliografia -- Nabokov po polsku -- Filmy -- Linki -- Księga gości -- Strona główna
 
Pnin, przeł. [z ang.] Anna Kołyszko, posłowiem opatrzył Leszek Engelking. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy, 1987.
Pnin, przeł. [z ang.] Anna Kołyszko. Warszawa: Da Capo, 1993.
Pnin, przeł. [z ang.] Anna Kołyszko. Warszawa: Muza, 2003.




    "Niektórzy ludzie - a ja do nich należę - nie znoszą szczęśliwych zakończeń. Czujemy się wtedy oszukani. Krzywda należy do normy. Zagłada nie powinna szwankować. Lawina, która się zatrzymuje kilka metrów nad skuloną ze strachu wioską, postępuje nie tylko nienaturalnie, ale wręcz nieetycznie. Gdybym nie pisał o tym łagodnym, starszym jegomościu, lecz o nim czytał, wolałbym, żeby po przyjeździe do Cremony dowiedział się, iż został zaproszony jako prelegent nie na ten piątek, tylko na następny. Tymczasem Pnin nie tylko przyjechał cały i zdrów, ale też zdążył na obiad - koktajl owocowy na początek, galaretka miętowa z nieznanym daniem mięsnym, lody waniliowe polane syropem czekoladowym."


    "Ciepły strumień bólu wypierał stopniowo lodowatość i drętwotę wywołane przez środek znieczulający, który tajał w potwornie umęczonej, nadal zmartwiałej jamie ustnej. Jeszcze przez kilka dni obchodził żałobę po tej intymnej części ciała. Ze zdziwieniem odkrył, jak bardzo był przywiązany do swoich zębów. Jaką przyjemność sprawiało mu, kiedy język, niczym tłusta, lśniąca foka, plaskał i ślizgał się po znajomych skałach, sprawdzał kontury wyszczerbionego, a przecież niezachwianego królestwa, przeskakiwał z pieczary do niszy, wdzierał się na ten grzbiet, wciskał się w tamten karb, znajdował strzęp słodkiego glonu w tej samej starej szczelinie; teraz nie został mu ani jeden punkt oparcia, jedynie wielka ciemna rana, terra incognita dziąseł, których nie smiał penetrować ze strachu i obrzydzenia. A kiedy włożono mu sztuczną szczękę, czuł się, jak gdyby w biedną skamieniałą czaszkę wpasowano zęby nieznajomego, wyszczerzone w uśmiechu.(...)
    Nie minęło dziesięć dni, i naraz Pnin zaczął się cieszyć nową zabawką. Uznał ją za objawienie, za wschód słońca - pełne usta solidnej, sprawnej, alabastrowej, humanitarnej Ameryki."


    "Nosił wtedy rzadką, ryżawą brodę (gdyby się dzisiaj nie golił, wykiełkowałaby mu jedynie siwa szczecinka - biedny Pnin, biedny jeżozwierz albinos!); ten skąpy mnisi zarost, zwieńczony grubym, świecącym nosem i niewinnymi oczyma stanowił kwintesencję oblicza starodawnej intelektualnej Rosji."


<<<

"Pnina" możesz kupić w księgarni www.merlin.pl
<<<


Pnin

Pnin

Pnin